Dawno, dawno temu żył sobie ciekawski i żądny przygód szczeniak o imieniu Misza, który miał piękną, miękką sierść, mały brązowy pyszczek i oczy, które błyszczały jak dwa guziki. Misza mieszkał w małym domku w pobliżu lasu, a przede wszystkim uwielbiał spacery i wycieczki. Pewnego słonecznego poranka, gdy ptaki śpiewały, a wiatr delikatnie szeleścił trawą, Misza postanowił pójść dalej niż zwykle – przez wzgórza, łąki i lasy, aż do dużej rzeki. „Chcę dziś znaleźć coś naprawdę niezwykłego” – powiedział do siebie i z radosnym szczeknięciem ruszył w drogę. Idąc, odkrył stary drewniany most, którego nigdy wcześniej nie widział. Był pokryty mchem, a na jego końcu unosiła się dziwna mgiełka. Misza kierował się ciekawością, więc przeszedł przez most. Po drugiej stronie znalazł się na piaszczystej plaży i zobaczył wyspę, która wydawała się unosić na chmurze. Na brzegu stała łódź z napisem „Tylko dla wypoczętych dusz”. Misha wspiął się na pokład i dał się ponieść przygodzie, która na zawsze zmieni jego marzenia.
Gdy tylko łódź zacumowała, Misha wyskoczył na brzeg i zakopał łapy w… poduszkach! „Co?!” przewrócił oczami, ponieważ podłoga wyspy nie była wykonana z piasku ani trawy, ale z miękkich, puszystych poduszek o różnych kształtach, kolorach i rozmiarach. To była wyspa miękkości! Wszędzie dookoła były poduszki – okrągłe, prostokątne, z pomponami, cekinami i poduszki, które delikatnie pachniały lawendą. Każdy krok był jak pieszczota i czuł się, jakby chodził po chmurze. Spróbował się położyć i natychmiast poczuł, jak ogarnia go łagodna cisza. Był tylko szept wiatru, a słońce ogrzewało go na tyle, że równie dobrze mógł zasnąć. „To najbardziej niesamowita wyspa na świecie – ziewnął Misha, przewracając się na plecy. W oddali dostrzegł mały domek z okrągłym dachem, z którego unosiły się kłęby pachnącej pary. Postanowił więc podejść bliżej – ale tym razem bardzo powoli i ostrożnie, ponieważ miał wrażenie, że jedynym sposobem na bieganie tutaj jest gonienie przez ziewnięcie.
Gdy Misza zbliżył się do domu, drzwi otworzyły się powoli i wyszedł z nich okrągły królik z czapką nocną na głowie i kubkiem w dłoni. „Ciii… witamy na Wyspie Miękkich Poduszek – wyszeptał z uśmiechem. „Jestem Ropuch.” Za nim z domu leniwie wytoczył się duży kot o imieniu Yawn, ziewając i tylko machając łapą. „Biegasz w kółko, ty psie? To nie do końca tak tutaj wygląda… każdy się nie spieszy. Misha zatrzymała się, nieco zawstydzona, i natychmiast usiadła na najbliższej poduszce. „Przepraszam, po prostu… nigdy nie widziałem takiego miejsca. Ropuchowy Królik uśmiechnął się i skinął głową: „Nic dziwnego, niewielu ludzi wie o istnieniu tej wyspy. Znajdą ją tylko ci, którzy naprawdę potrzebują odpoczynku”. Misza rozejrzał się i zobaczył inne śpiące stworzenia – misie czytające książki, żółwia bawiącego się kocem i jeża pijącego herbatę z miodem. Wszyscy poruszali się powoli, nikt się nie spieszył, a wszędzie panował spokój, którego Misza nigdy wcześniej nie doświadczył.
W miarę upływu dnia Misza pozostawał na wyspie i zaczął rozumieć, że wszystko działa tu inaczej. Poranki tutaj zaczynały się od leniwego rozciągania, po którym następowała gorąca czekolada lub herbata ziołowa, cichy spacer po poduszkach i popołudniowa drzemka, która była uważana za świętą. Gdy Misha szybko wstał, sowa Klymka przybiegła i położyła mu skrzydło na ramieniu, uśmiechając się: „Tu nie chodzi o szybkość, tu chodzi o łagodność”. Nauczono go oddychać powoli, zamykać oczy i wsłuchiwać się w ciszę, która śpiewała słodką kołysankę. Na początku Misha obawiał się, że będzie się nudził, ale potem odkrył, że to najprzyjemniejsze uczucie – po prostu być, leżeć, chłonąć wszystko i relaksować się. „Nigdy nie sądziłem, że nicnierobienie może być tak przyjemne” – zaśmiał się Misha, leżąc na ogromnej księżycowej poduszce i obserwując chmury unoszące się po niebie jak piórka kurzu.
Pewnego wieczoru, gdy niebo stało się ciemnoniebieskie, a gwiazdy powoli zaczęły świecić, Misza usiadł na poduszce widokowej z Chrupkiem i Ziwalem. Chrupik podał mu kubek ciepłego mleka i powiedział cicho: „Misza, nauczyłeś się czegoś ważnego. Odpoczynek to nie lenistwo, ale sztuka”. Misza uśmiechnął się, spojrzał w gwiazdy i odtworzył w myślach cały dzień – powolny, miarowy, niespieszny. W tym momencie zdał sobie sprawę, że w domu często bawił się aż do zmęczenia, biegając tu i tam, ale zapominając o najważniejszej rzeczy – odpoczynku. „Dziękuję, że mi pokazałeś”, wyszeptał. „Kiedy wrócę do domu, też zrobię herbatę, poleżę dłużej i posłucham ciszy”. Kot tylko skinął głową i ziewnął tak długo, że ziewnęły gwiazdy. Siedzieli we trójkę w cichym uścisku nocy, a Misha zrozumiał, że sen był darem, który zasługiwał na uwagę.
Kiedy obudził się następnego ranka, wyspa na poduszce powoli zaczęła rozpływać się we mgle. „Czas wracać do domu, Misza” – powiedział Chrupik, wręczając mu małą poduszkę w kształcie serca. „Jeśli zatrzymasz ją przy sobie, zawsze będziesz pamiętał, jak tu było – miękko, cicho i spokojnie. Misza wsiadł do łodzi i wrócił przez rzekę do starego mostu, który skrzypiał miękko pod jego łapami. W domu, w swoim łóżeczku, położył poduszkę pod głową, przykrył się i od razu zasnął – tym razem bez długiego przewracania się. Od tamtej pory każdej nocy wypijał kubek ciepłej herbaty, układał się wygodnie i pozwalał myślom zasnąć razem z nim. A kiedy ktoś zapytał, dlaczego Misha jest teraz taki spokojny i zadowolony, uśmiechnął się tylko i wyszeptał: „Ponieważ wiem, jak odpoczywać na wyspie poduszek…”. I może jeśli zamkniesz oczy i będziesz bardzo cicho, też znajdziesz tę wyspę.