Dawno, dawno temu, w małym pokoju o niebieskich ścianach pełnych naklejek z gwiazdkami i nagietkami, mieszkał mały króliczek o imieniu Honzik. Był to najdelikatniejszy i najmilszy króliczek, jakiego można sobie wyobrazić. Jego ulubionym miejscem na świecie była Jaskinia Poduszek – gigantyczna kryjówka wykonana ze wszystkich miękkich poduszek, koców i kołder, którą starannie budował każdej nocy. Ale pewnego sennego wieczoru, kiedy chciał wczołgać się do swojej jaskini ze swoim misiem i zasnąć, odkrył coś strasznego – jaskinia zniknęła! Nie tylko trochę, ale całkowicie. Poduszki zniknęły, koce zniknęły, a nawet małe różowe pluszowe zwierzątko, które strzegło wejścia, zniknęło. „Mamusiu, gdzie się podziała moja jaskinia?” Honzik skomlał smutno, ale jego mama tylko potrząsnęła głową i pogłaskała go po uchu: „To tajemnica, Honzik. Może poszła na przygodę”. Więc Honzik też postanowił wyruszyć na przygodę. W końcu nie może spać bez swojej jaskini, to ma sens!
Z pluszowym misiem pod pachą i latarnią w ręku, króliczek cichutko wypełzł ze swojego łóżeczka i wyruszył na poszukiwanie swojej zaginionej jaskini. Jego pierwsze kroki zaprowadziły go za róg jego pokoju, gdzie odkrył dziwne ślady pod dywanem – nie były to ani króliki, ani koty, bardziej jak odciski małych stópek poduszki. Zatrzymał się, zamrugał i wyszeptał: „Co to może być?”. Ślady prowadziły do szuflady pod łóżkiem, która wydawała się być bardziej uchylona niż zwykle. „Na pewno jej tak nie zostawiłem – mruknął Honzik, zaglądając do środka. A tam, wśród skarpetek i starych rysunków, coś migotało – jakby ukryto tam zasłonę lub końcówkę koca. Ślady ciągnęły się dalej, aż pod szafę, a stamtąd… prosto do zasłoniętego tunelu, który prowadził w zupełnie nieznany zakątek pokoju. Ale co najdziwniejsze – Honzik przysięgał, że zasłony zafalowały same z siebie i wyszeptały: „Wejdź…”. I tak, z zapartym tchem, wkroczył w tę przygodę.
Gdy tylko przeszedł przez zasłonięty tunel, wszystko wokół niego zaczęło się zmieniać. Zamiast podłogi kołysało go miękkie łóżko z pierza, zamiast sufitu unosiły się nad nim puszyste chmury pierzastych poduszek, a powietrze pachniało jak świeżo wyprany koc. Honzik nie mógł uwierzyć własnym oczom. Wszędzie były gigantyczne stosy poduszek, miękkie ścieżki z koców i pluszowe wróżki fruwające w powietrzu. A w oddali, na samym końcu srebrnej ścieżki z kołder, znajdował się zamek – zbudowany w całości z puszystych kołder, haftowanych narzut i małych kolorowych poduszek. Był tak piękny, że Honzikowi kręciło się w głowie. Przy bramie powitało go dwóch strażników – wypchany lew i wypchany słoń. „Kto przybywa do królestwa Pillow I?” ryknął lew przyjaznym tonem. „Jestem Honzik… Szukam swojej jaskini”. Słoń uśmiechnął się i podniósł trąbę: „Być może jesteś we właściwym miejscu, mały podróżniku”.
Wewnątrz kocowego zamku było jak w najpiękniejszym śnie. Miękkie kule kudłatych koców toczyły się korytarzami, bańki mydlanej piany unosiły się w powietrzu, a każda komnata była jak przytulanka. A w samym centrum zamku siedział król – Król Poduszka I, ogromna, miękka poduszka z królewską koroną i szalem z najlepszej flaneli. „Witaj, Honziku – powiedział król głębokim, aksamitnym głosem. „Twoja jaskinia jest z nami. Była tak piękna, że zaprosiliśmy ją do nas. Zgodziła się.” Honzik stał z otwartymi ustami. „Moja jaskinia… żyje?” zapytał zdumiony. Król skinął głową. „Każda jaskinia miłości i wyobraźni ma swoje życie. A ta chciała wrócić na chwilę do domu – do swoich przyjaciół. Ale ty wyglądasz na zmęczonego. Dlaczego nie zostaniesz tu na chwilę i nie zobaczysz, jak się u nas sprawy mają?”.
Króliczek Honzik zgodził się i postanowił spędzić przynajmniej jeden dzień w królestwie. Jednak gdy tylko zaczęło się wielkie poduszkowe popołudnie, pojawił się problem – z jednego z zakamarków zamku zaczęły dochodzić dziwne krzyki i odgłosy trzęsienia. „To Poduszkowy Potwór!” krzyknął wypchany słoń. „Jej sny są pomieszane i teraz krzyczy!”. Honzik nie wahał się ani chwili. Przeszedł przez szeleszczące koce do nawiedzonego pokoju, gdzie z plątaniny koców wyłonił się mały, płaczący potwór. „Nie chcę straszyć, ale nie mogę spać!” skomlała. Honzik usiadł obok niej, wziął ją za flanelową łapkę i zaczął opowiadać o swojej zaginionej jaskini. W miarę jak rozmawiali, stworzonko powoli się uspokajało, ziewało i przytulało się do Honzika. A kiedy zasnęła, cała pierzasta komnata zamieniła się w spokojne miejsce pełne świateł. Król Poduszka I wstał ze swojego tronu i zawołał: „Króliczku Honziku, jesteś prawdziwym bohaterem naszego królestwa!”.
Następnego ranka Honzik obudził się w swoim łóżeczku, pod swoją ulubioną jaskinią, która wróciła na swoje miejsce – piękniejsza niż kiedykolwiek. Obok niego leżał miś… i ku jego zaskoczeniu, mała pluszowa poduszka z twarzą i uszami – był to przyjaciel z królestwa, wysłany przez Króla Poduszkę I, aby pomóc Honzikowi w jego snach. A obok poduszki leżał kolejny skarb – mały woreczek ze śniącym pyłem, który wystarczyło rozsypać po całej jaskini, a wszystkie sny były słodkie jak wata cukrowa. Mama zajrzała do pokoju i uśmiechnęła się. „No i jak, Honzik? Dobrze spałeś?” A Honzik wyszeptał z uśmiechem: „Byłem w królestwie, w którym rządzi Król Poduszka. I przywiozłem do domu przyjaciela”. A potem zagrzebał się w jaskini i z cichym „dobranoc” zasnął tak spokojnie, jak nigdy dotąd.