Dawno, dawno temu żył sobie mały słonik o imieniu Marzyciel. Różnił się od innych małych słoni w stadzie – podczas gdy inne bawiły się, ścigały lub chlapały wodą ze swoich trąb, Marzyciel siedział na mchu, patrząc w chmury i szepcząc swoje marzenia. „Kiedyś zobaczę las, w którym drzewa zmieniają kolor zgodnie z życzeniem” – mruczał do siebie, nie wiedząc, czy taki las w ogóle istnieje. W głowie miał historie, które opowiadała mu Babcia Słonica – o miejscach, gdzie marzenia się spełniają i gdzie nawet najmniejsze marzenie ma kolor. Inne słonie czasem mu dokuczały: „Marzycielu, ty śnisz w dzień!”. Ale Marzyciel tylko się uśmiechał, bo wiedział, że sny mają moc, o której dorośli zapomnieli.
Pewnego ranka, gdy rosa wciąż błyszczała jak małe klejnoty, Marzyciel wyruszył ścieżką, która zawsze go kusiła, ale nigdy nie odważył się na nią pójść. Szedł i szedł, aż krajobraz wokół niego zaczął się zmieniać – liście drzew grały odcieniami, których nigdy wcześniej nie widział, a z korony dębu dobiegł głos: „Witamy w Lesie Tęczowych Życzeń”. Drzewa kołysały się lekko, jakby tańczyły, a kwiaty śpiewały delikatne melodie. „To jest miejsce z moich snów!” odetchnął Marzyciel. Każde drzewo miało inne liście – różowe, lazurowe, złote i srebrne – a gdy Marzyciel myślał o swoich różnych życzeniach, różne drzewa zaczęły zmieniać kolor zgodnie z jego myślami. To było jak zaklęcie, które reagowało na serce.
Marzyciel usiadł pod drzewem o liściach w kolorze lawendy, ponieważ właśnie myślał o tym, jak by to było mieć skrzydła i latać nad sawanną. Nagle liście zaczęły trzepotać, a między gałęziami pojawiło się piórko. Wtedy zapragnął porozmawiać z ptakami – a inne drzewo zmieniło kolor piór papugi i szepnęło mu do ucha słowa, które mógł zrozumieć. Cały las zmienił się, gdy życzenia przychodziły i odchodziły. Drzewa żyły emocjami. „Chcę tu zostać na zawsze” – powiedział cicho. Ale im więcej miał życzeń, tym bardziej był zmęczony. Drzewa zaczęły śpiewać kołysankę – a Śniący, na wpół śpiący i na wpół obudzony, położył głowę na korzeniu i zasnął… tym razem naprawdę głęboko.
We śnie Śniący znalazł się w lesie, który był podobny do prawdziwego, ale liście drzew były zamglone, kolory wyblakłe, a cienie wokół niego szeptały obce słowa. „Halo?” zawołał, ale jego głos brzmiał stłumiony, jakby mówił pod wodą. Las Tęczowych Życzeń zamienił się w Las Zapomnienia – miejsce, do którego trafiają ci, którzy śnią zbyt głęboko i zapominają wrócić. Drzewa nie reagowały tu na życzenia, lecz na lęki. A ponieważ Marzyciel był sam, zaczął się obawiać, że zapomni drogi powrotnej. „Chciałem tylko popatrzeć – powiedział drżącym głosem. Powietrze było gęste od szeptanych szlochów – snów innych, którzy też się tu zgubili? „Muszę się obudzić – wyszeptał Śniący, ale sen był potężny.
Zza drzewa wyszła istota, nie wyglądająca na złą, ale smutną – Koszmar. „Zgubiłeś się w głębi swoich pragnień, mały Marzycielu – powiedziała do niego, jej oczy lśniły jak srebrny księżyc. „Strzegę tych, którzy zgubili drogę”. Mały marzyciel zadrżał, ale był odważny: „Chcę wrócić do domu”. Nightmare skinęła głową i zaoferowała mu srebrny liść: „Twoje ostatnie życzenie. Ale musisz wybrać – spełnić kolejne marzenie lub wrócić”. Śniący przyłożył liść do czoła, zamknął oczy i powiedział: „Chcę wrócić do domu. A kiedy wrócę, będę śnił mniej – ale głębiej”. Las nabrał kolorów, a Marzyciel obudził się w miękkim mchu, otoczony drzewami, które szemrały cicho w porozumieniu.
Kiedy Marzyciel wrócił do domu, nikomu nie opowiedział całej historii. Tylko Babcia Słonica uśmiechnęła się: „Byłeś tam, prawda?”. A on przytaknął. Od tego momentu Marzyciel śnił inaczej – nie o wielkich skrzydłach czy gadających ptakach, ale o małych rzeczach. O tym, jak miło byłoby mieć przyjaciela, który też lubił marzyć. O deszczu, kiedy jest sucho. A życzenia czasem się spełniały – bo nie były tylko marzeniem, ale kluczem do dostrzeżenia piękna w zwyczajności. I tak każdego wieczoru, gdy w oddali mieniły się kolory tęczy, Marzyciel wiedział, że Las Tęczowych Życzeń wciąż istnieje – w jego sercu i w każdym śnie, który śnił z miłością.