W miasteczku, w którym noc zapadała cicho jak lekki koc na dachach domów, każdego wieczoru pojawiał się dziwny mały elf. Nosił okrągłą czapkę wysadzaną gwiazdami i miękki płaszcz, który wyglądał, jakby był zrobiony z puszystych puchów. Nazywał się Simon i miał jedną ważną misję – pomagać dzieciom zasnąć. Każdego wieczoru, gdy światło w pokojach przygasało, a na zewnątrz panowała cicha noc, Simon podkradał się ukradkiem do łóżeczek i delikatnie dmuchał na powieki dzieci magicznym proszkiem z niebieskiego kamienia księżycowego. „Woof, woof!” rozległ się nagle głos małego pieska w domu, w którym mieszkał mały Matty. „Ciii – uśmiechnął się Simon. „To czas snu, twój przyjaciel musi teraz zamknąć oczy”. I tak Matysek powoli poczuł, jak jego powieki zasuwają się, ale zanim całkiem zasnął, coś nagle połaskotało go w nos – był to magiczny płatek snów, który Simon wysłał mu jako zaproszenie na wycieczkę.
Matty znalazł się na miękkiej chmurze, rozglądając się dookoła – elf Simon siedział obok niego, trzymając małą latarnię, która wskazywała im drogę. „Dokąd idziemy?” zapytał zaskoczony chłopiec, gdy chmurka delikatnie kołysała się na wietrze. „Do krainy snów – odpowiedział Simon, mrugając do niego porozumiewawczo. „Tam, gdzie rodzą się wszystkie piękne dziecięce sny”. I tak lecieli coraz wyżej, aż niebo otworzyło się przed nimi, pełne jasnych gwiazd, które tańczyły jak małe światełka. W oddali pojawił się ogromny tęczowy most, prowadzący do magicznej krainy, w której spełniały się wszystkie marzenia. Mały Matty nawet nie drgnął, gdy piernikowe miasta przeleciały poniżej, a kolorowe motyle przeleciały powyżej, niosąc ze sobą świetliste marzenia dzieci.
Kiedy wylądowały na miękkim polu mniszka lekarskiego, Matýsek zobaczył najpiękniejsze miejsce, jakie mógł sobie wyobrazić – krainę snów! Tutaj drzewa były pokryte puszystymi chmurami, ciepłe mleko i miód płynęły ze strumieni, a miękkie koce unosiły się w powietrzu, na których można było odpocząć. „To tutaj powstają marzenia” – Simon wskazał na małe wróżki, które delikatnie dmuchały na świecące kulki, które stawały się wróżkowymi przygodami. Matty rozejrzał się, ale nagle zauważył, że brakuje niektórych snów. „Gdzie są wszystkie sny?” zastanawiał się. Simon wzruszył ramionami. „To musi być dzieło niespokojnego wiatru! Czasami lubi się nimi bawić i zabierać je w nieznane. Musimy je znaleźć!”
Razem wyruszyli więc tropem zagubionych snów. Simon wyciągnął ze swojego kieszonkowego notesu magiczną mapę, która rozłożyła się i pokazała miejsce, gdzie wiatr zabrał sny. „Tam!” Matthias wskazał na ciemną chmurę chowającą się za srebrnym księżycem. Szybko skierowali się w tamtym kierunku, a gdy się zbliżyli, usłyszeli słabe szepty – to były sny wzywające pomocy! „Musimy ich uwolnić – szepnął Matty. Simon sięgnął do sakiewki i wyciągnął gwiezdny pył. „Poczekaj – powiedział, dmuchając w dłoń i nagle cała chmura rozbłysła. Utracone sny unosiły się w powietrzu niczym małe bąbelki, szczęśliwie wracając na swoje miejsce.
Kiedy wszystko było w porządku, Simon odesłał sny z powrotem do ich łóżek. Piękne obrazy unosiły się w powietrzu – niektórzy marzyli o lataniu balonem na ogrzane powietrze, inni o morskich przygodach, a jeszcze inni o magicznych zwierzętach, które potrafiły mówić. Matysek uśmiechnął się radośnie. „To było wspaniałe – powiedział, ziewając. Elf Szymon delikatnie pogłaskał go po włosach. „Czas wracać do łóżeczka – szepnął do niego. Matty skinął głową, zamknął oczy i zanim się zorientował, był z powrotem w swoim łóżeczku, wtulony w puchową kołdrę.
Simon uśmiechnął się, spojrzał na śpiącego chłopca i cicho wymknął się przez okno w nocne niebo. „Dobranoc, Matty – szepnął do wiatru. I tak miasteczko spało spokojnie i cicho, podczas gdy Elf Szymon przynosił sny wszystkim dzieciom.