W głębokim lesie, gdzie drzewa kołysały się miękko na wietrze, a strumyk szumiał jak cicha kołysanka, mieszkał niesforny szop pracz o imieniu Radek. Był miłym, wesołym i pomysłowym szopem, ale miał jedną cechę, która bardzo odróżniała go od innych zwierząt – był bardzo, bardzo hałaśliwy. Kiedy biegał po lesie, tupał jak jeleń. Kiedy śpiewał, jego głos brzmiał jak orkiestra na leśnym balu. A kiedy się śmiał, jego śmiech był jak grzmot w szklanym domu. Radek nie miał pojęcia, że przeszkadza innym, bo zawsze był w dobrym humorze i myślał, że wszyscy są tacy jak on. Kiedy zapadała noc i las miał iść spać, Radek często grał na bębenku z szyszek, śpiewał „marsz szopów” lub mówił do siebie głośno tak, że słyszały go tylko borsuki w swoich norach.
Zwierzęta w lesie były zrozpaczone. Lis Łukasz miał podkrążone oczy, które normalnie malowałby tylko na bal przebierańców. Świstak Sylva ziewał przy każdym szeleście, a sarna Leontyna budziła się ze snu tak często, że zaczęła spać w dzień zamiast w nocy. Pewnego ranka, gdy las skąpany był w porannym słońcu, a Radek właśnie śpiewał nad strumieniem, zwierzęta zwołały leśną radę. „Tak dalej być nie może!” mruknął borsuk Chenda. „Uszy mnie bolą od tupania Radka!” Przyłączył się zając Hubert. Wszyscy razem postanowili porozmawiać z Radkiem. Kiedy znaleźli go radośnie tańczącego wśród paproci, powiedzieli mu: „Radku, kochamy cię, ale jesteś zbyt hałaśliwy. Nie możemy spać, nie możemy odpocząć i nawet strumyk nie jest w stanie tobą wstrząsnąć”. Radek przerwał, podrapał się za uchem i powiedział: „Naprawdę? Myślałem, że podobają ci się moje piosenki!”.
W tym momencie przyleciała sowa Mudruszka – mądra stara sowa, która wiedziała prawie wszystko i miała tak miękki głos, że jej słowa wkradały się do jego uszu jak miękki mech. „Radku,” zaczęła spokojnie i cicho, ”czasami ważne jest, aby być cicho w lesie. Nie dlatego, że głośne rzeczy są złe, ale dlatego, że cisza jest jak zaklęcie, które pomaga innym poczuć spokój, bezpieczeństwo i miłość”. Radek zastanawiał się: „Ale jak cisza może być magiczna? Mam wrażenie, że jeśli nie powiem czegoś na głos, to to nawet nie istnieje!”. Mądra kobieta zaśmiała się cicho: „Och Radku, zdziwiłbyś się. Czasami szepczemy najpiękniejsze rzeczy. A czy wiesz, że szept może być delikatniejszy niż pieszczota?” zastanawiał się Szop. Nigdy nie uczono go szeptać. Postanowił więc: „W porządku, Mudruszko. Naucz mnie szeptać, ja też chcę być magiczny!”.
Pierwsza lekcja szeptania była… cóż, trochę zabawna. Radek starał się mówić cicho, ale za każdym razem, gdy coś szeptał, jego głos był taki sam jak zwykle – głośny i wesoły. „Ciii…” syczała Mudruszka. „To nie szept, to szelest liści podczas wichury!”. Radek spróbował jeszcze raz. „Cześć!” wykrzyknął półgłosem, aż sikorka prawie spadła z gałęzi. „Radek, bądź cicho” – upomniała go sowa. I tak Radek ćwiczył całymi dniami. Szeptał na kamieniach, szeptał w dziuplach drzew, szeptał w wodzie, aż zmęczył mu się język. Zwierzęta obserwowały go i czasem nawet się śmiały – na przykład wtedy, gdy Radek zapomniał, że ćwiczy szeptanie i nagle zaczął szeptać głośno. Ale nikt się z niego nie śmiał – wszyscy mu kibicowali, bo widzieli, że naprawdę się stara.
Pewnego wieczoru, gdy niebo było usiane gwiazdami jak kropki na szaliku borsuka, Radek usiadł pod starym dębem i znów spróbował szeptać. Tym razem powiedział: „Dobranoc, mały lesie…” – i oto jego głos był miękki, delikatny i cichy jak pieszczota. „Udało mi się!” zakrzyknął w myślach, ale na głos wyszeptał tylko: „Udało mi się!”. I nagle usłyszał, jak szept zmienia rzeczy wokół niego – motyle cicho schowały się w skrzydłach, ptaki cicho przytuliły się do siebie, a nawet wiatr zdawał się zatrzymywać, by słuchać. Radek odkrył, że szeptem może powiedzieć rzeczy, których wcześniej nie potrafił – „kocham cię”, „dziękuję”, „przepraszam”… I nagle wydało mu się to piękniejsze niż wszystkie jego piosenki razem wzięte. Siedział tam pod drzewem i szeptał do gwiazd swoje marzenia i życzenia oraz ciche słowa, które rozgrzewały jego serce.
Rano, gdy las się obudził, wszystko było inne. Zwierzęta wstały odświeżone, przeciągnęły się i z uśmiechem podeszły do Radka. „Dziękuję, Radku” – powiedział jelonek Leontine. „Całą noc spałam jak lis pod kocem”. Radek uśmiechnął się i powiedział cicho: „Cieszę się…”. W ciszy jego słowa zabrzmiały jak najpiękniejsza muzyka. Od tamtej pory Radek nigdy nie zapomniał, jak ważne jest, by czasem mówić cicho. Śpiewał dalej, ale tylko w ciągu dnia i tam, gdzie mu to nie przeszkadzało. Wieczorem stał się małym mistrzem szeptania. A kiedy zwierzęta kładły się spać, często słyszały jego cichy głos szepczący: „Dobranoc, miłych snów…”. A las był spokojny, cichy i pełen marzeń – bo czasem wystarczy szept, a świat nagle staje się piękniejszy.