Za dziewięcioma wzgórzami, za siedmioma srebrnymi strumieniami, w królestwie, gdzie słońce żegna dzień w aksamitnie niebieskich ramionach, żyła księżniczka o imieniu Nocinka. Każdego wieczoru, gdy niebo zaczynało ciemnieć, zakładała swoją piękną suknię. Była tak ciemnoniebieska jak nocne niebo i usiana gwiazdami, które świeciły delikatnie, jakby aniołowie przynieśli je z nieba. Sukienka nie była zwyczajna – za każdym razem, gdy księżniczka Nocturnal robiła krok, jedna z gwiazd migotała, przypominając sen, który ktoś właśnie miał. Dorośli nie mieli pojęcia, ale dzieci, które nie zasnęły od razu, mówiły, że czasami widziały jej sylwetkę tańczącą na dachu ich domu. „To ona”, szeptały z szeroko otwartymi oczami, »ta, która przynosi piękne sny«. I rzeczywiście – gdy tylko słowik pojawiał się na nocnym niebie, w całym królestwie panował spokój, koce przytulały się do dziecięcych podbródków, a wszystko pogrążało się w słodkich snach.
Pewnego wieczoru wszystko zaczęło się jak zwykle – Nightie tańczyła w kręgu światła księżyca, wokół niej latały nocne motyle, a w oddali słychać było delikatne brzdąkanie harfy. Ale wtedy rozległ się dźwięk: „Auć!”. To Lullaby the Lullaby, mały elf z brodą z pajęczyn i kapeluszem z płatków śniegu, którego zadaniem było delikatne dmuchanie na uszy dzieci, aby szybko zasnęły, potknął się o kulę nocnych melodii i potoczył się prosto do Nocinki. Niechcący zahaczył o rąbek jej sukienki – rrrsk! rozległ się cichy, ale groźny trzask. Sukienka rozerwała się! Jedna gwiazdka potoczyła się w dół i zniknęła. „Przepraszam! Przepraszam, Night! Nie chciałam!” krzyknęła elfka i schowała się w cieniu najbliższej szyszki. Nocinka spojrzała w dół na swoją sukienkę – pustka ziejąca z ciemności pośrodku materiału. „To nie tylko materiał – wyszeptała. „To sen dziecka… Które może nie być teraz w stanie zasnąć”. Serce jej bolało, a w oczach błyszczały łzy. Nie mogła tak tańczyć. A już na pewno nie mogła siać snów…
Całą noc księżniczka Nocturnal siedziała na najwyższym stopniu księżyca i myślała. „Kto może znów utkać gwiazdę?” pytała samą siebie. „Kto wie, jak wygląda marzenie dziecka?”. W międzyczasie Goblin Lullaby nerwowo krzątał się po okolicy, przynosząc jej księżycową herbatę, wymyślając piosenki, aby ją uspokoić, ale nic nie pomagało. „Muszę to jakoś naprawić”, wyszeptał cicho w noc i pobiegł za mądrą Sową Lunatyczką, która wiedziała wszystko, co kiedykolwiek wydarzyło się w królestwie snów. Poradziła mu, po długim dudnieniu: „Sny rodzą się w dziecięcej wyobraźni. A wyobraźnia dziecka może czynić prawdziwą magię. Znajdź dzieci, które malują swoje sny. Tylko one mogą naprawić sukienkę”. Kołysanka rozbłysła nadzieją, jak pierwsza gwiazda na powierzchni. Natychmiast wrócił do księżniczki, trzymając mały kompas świetlny, który wskazywał miejsca, w których dzieci obecnie śniły lub rysowały to, czego chciały doświadczyć w swoich snach.
I tak rozpoczęła się wielka nocna podróż. Elf i księżniczka odwiedzali pokoje, w których dzieci cicho rysowały – mała dziewczynka z warkoczami, która malowała jednorożca na tęczowej zjeżdżalni, mały chłopiec, który malował statek kosmiczny pływający wokół czekoladowej planety, lub bliźniaki, których obrazek przedstawiał ogromny zamek z poduszek. Każdy obrazek był jak klucz do gwiazdy. „Spójrz”, wyszeptał Noc, »to ten sam blask, który kiedyś był na mojej sukience«. Na początku dzieci były zaskoczone – w końcu kiedy pojawiła się przed nimi prawdziwa księżniczka z gwiazdami we włosach, nie wiedziały, czy to sen, czy nie. Ale kiedy wyjaśniła, że potrzebuje ich snów, aby znów móc tańczyć na nocnym niebie, wszystkie z radością się zgodziły. Wycięli najpiękniejsze części swoich obrazów – błyszczące skrzydła, świecący księżyc, latające ryby, a nawet mówiące tosty. „Proszę bardzo, Noc, weź to!” śmiały się dzieci. „Obyś miała najpiękniejszą sukienkę na świecie!”.
Kiedy księżniczka wróciła na oświetlone księżycem schody, rozłożyła przed sobą wszystkie obrazki. I wtedy… stała się magia. Każda wycinanka zaczęła delikatnie trzepotać, jak liść spadający z nieba, i poleciała w kierunku jej sukni. Tam, gdzie była dziura, pojawił się wizerunek latającego konia, a obok niego świeciło szmaragdowe drzewo. „To są prawdziwe sny” – odetchnęła księżniczka. Wszystko się połączyło – nie tylko fragmenty obrazów, ale także siła dziecięcej wyobraźni. Sukienka znów się mieniła, tym razem jeszcze bardziej niż wcześniej – bo nie były to już tylko gwiazdy z nocnego nieba, ale gwiazdy stworzone przez miłość, radość i wyobraźnię dzieci. Elf Kołysanka radośnie podskakiwał i śpiewał: „Sukienka z obrazków i marzeń, przynosi nam radość!”. Księżniczka wstała, obróciła się na miejscu, a nowa sukienka szeleściła jak ciepła bryza pełna gwiezdnego pyłu.
I tak wyruszyła ponownie na swoją nocną pielgrzymkę. Dzieci ponownie ujrzały znajomą sylwetkę tańczącą po dachach, ale tym razem… wydawała się jeszcze piękniejsza. Niektórzy widzieli latającą rybę, inni tęczowego smoka, jeszcze inni twierdzili, że widzieli śmiejącą się chmurę. I wszyscy się uśmiechali. Sukienka Nocinki była teraz nie tylko piękna – była pełna opowieści, pełna kolorów i życzeń. Kiedy księżniczka pochyliła się do okna i wyszeptała „Dobranoc”, delikatny powiew sennego światła zalał pokój. Dzieci zasnęły zadowolone. A Elf Kołysanka usiadł obok księżyca i ziewnął: „Co za noc”. Księżyc tylko skinął głową i wyszeptał: „Dobranoc…”. Całe królestwo zapadło w spokojny sen, ubrania szeleściły jak kołysanka, a noc była pełna magii.