W ciemnym i niekończącym się wszechświecie, gdzie gwiazdy błyszczą jak małe diamenty, żył dziwny listonosz o imieniu Hubert. Nie był on zwykłym listonoszem, jakich widuje się na Ziemi. Hubert miał wielkie srebrne skrzydła, które pozwalały mu latać wśród gwiazd, a jego torba listonosza była magiczna – nigdy nie zabrakło w niej miejsca na listy. Każdej nocy dostarczał listy do planet, komet, a nawet samego Księżyca. Ale pewnego dnia odkrył w swojej torbie list bez adresata. Hubert przyglądał mu się przez chwilę, przechylając głowę na bok i mrucząc do siebie: „To dziwne! Jak mogę się dowiedzieć, do kogo należy?”. Będąc uczciwym listonoszem, postanowił dostarczyć list właściwemu właścicielowi, bez względu na koszty.
Hubert rozpostarł swoje wielkie srebrne skrzydła i wyruszył w długą podróż. Najpierw skierował się do Saturna, którego pierścienie błyszczały jak najwspanialsze klejnoty. „Saturnie, czy ten list nie należy do ciebie?” zapytał Hubert, wręczając list planecie. Saturn tylko potrząsnął swoimi pierścieniami i odpowiedział: „Nie, nie, Hubercie, nie piszę żadnych listów. Może zapytaj Jowisza!” Hubert skierował się więc do ogromnego Jowisza, który wyglądał jak gigantyczna puchata kula z wirującymi chmurami. Ale Jowisz również potrząsnął głową. „Spróbuj z Polaris, ona widzi cały wszechświat!”. I tak Hubert szedł dalej, od planety do gwiazdy, od gwiazdy do komety, ale nikt nie rozpoznał listu.
W końcu Hubert zdecydował się otworzyć list, aby zobaczyć, co właściwie jest w nim napisane. Oparł się o księżycową skałę, rozłożył list na kolanach i zaczął czytać. „Chciałbym, żeby ktoś mi odpowiedział. Chciałbym, żeby gwiazdy wiedziały o moim istnieniu”. Skrzydła Huberta zatrzęsły się z emocji. „To jest życzenie!” powiedział na głos. Ale nie było nazwiska, podpisu, niczego, co pomogłoby mu dowiedzieć się, kto je napisał. Listonosz postanowił więc nie spocząć, dopóki nie dowie się, do kogo należał list.
Hubert wrócił do swojej magicznej torby i wyciągnął mapę nieba. „Kto mógłby chcieć, aby gwiazdy to zauważyły?” zastanawiał się. I wtedy coś przyszło mu do głowy. Skierował się w stronę małej migoczącej gwiazdy, która była najmłodsza w całym wszechświecie. Mała gwiazdka spojrzała na niego swoim błyszczącym okiem i gruchnęła: „Słyszałam to życzenie! Wysłała je mała dziewczynka z Ziemi. Każdej nocy patrzy w niebo i ma nadzieję, że ktoś ją usłyszy”. Oczy Huberta rozbłysły. „W takim razie muszę do niej lecieć!” wykrzyknął, trzepocząc skrzydłami tak mocno, że małe komety fruwały wokół niego.
Hubert wyruszył w drogę na błękitną planetę zwaną Ziemią. Leciał nad morzami, lasami i wysokimi górami, aż w końcu zobaczył małe miasteczko, w którym mała dziewczynka siedziała w oknie domu, patrząc w nocne niebo. Hubert wylądował na parapecie i delikatnie zapukał. Dziewczynka przewróciła oczami ze zdziwienia. „Kim jesteś?” wyszeptała. „Jestem Hubert, listonosz gwiazd” – odpowiedział, wręczając jej list. Dziewczynka otworzyła list drżącymi rękami i przeczytała: „Droga dziewczynko, usłyszeliśmy twoje życzenie. Nie jesteś już sama, gwiazdy o tobie wiedzą, a ja przesyłam ci kawałek ich światła”. Wewnątrz koperty znajdował się mały, błyszczący kamień, który świecił delikatnie jak gwiazda.
Dziewczynka mocno ścisnęła list w dłoniach i uśmiechnęła się radośnie. „Dziękuję, Hubercie!” wyszeptała, a jej oczy błyszczały tak jasno, jak gwiezdny kamień. Hubert uśmiechnął się do niej uprzejmie, zatrzepotał skrzydłami i poleciał z powrotem w kosmos, gdzie czekały na niego kolejne listy. Gdy leciał po niebie, gwiazdy mrugały do niego łagodnie, a księżyc uśmiechał się z zadowoleniem. Od tej pory każdy, kto czuł się samotny i napisał na niebie swoje życzenie, mógł być pewien, że Hubert, księżycowy listonosz, się nim zajmie.